O współistnieniu – młodości i starości, życia i śmierci

Zatrzymaj się na chwilę.

Rozejrzyj się wokół siebie.

Może gdzieś obok Ciebie rośnie drzewo.
Na jednej gałęzi pojawiają się nowe, świeże liście.
Na innej – te same liście zaczynają już powoli opadać.

I wiesz co jest w tym najbardziej niezwykłe?

To wszystko dzieje się jednocześnie.

Początek i koniec.
Narodziny i przemijanie.
Młodość i starość.

W jednym czasie.
W jednej przestrzeni.


Uczymy się dzielić to, co w naturze jest całością

Od najmłodszych lat uczymy się patrzeć na świat w kategoriach przeciwieństw.

Młodość – dobra.
Starość – trudna.
Życie – pożądane.
Śmierć – coś, czego należy unikać.

Dzielimy.

Porządkujemy.

Próbujemy wybrać jedną stronę.

Tymczasem życie… nie działa w ten sposób.

Nie jest albo–albo.

Jest i–i.

W każdej chwili coś się zaczyna… i coś się kończy.

W każdej zmianie jest jednocześnie strata i nowe miejsce na coś innego.


Młodość i starość w nas samych

Często myślimy o młodości i starości jako o etapach życia.

Ale jeśli zatrzymasz się na chwilę, możesz zauważyć coś więcej.

One istnieją w Tobie jednocześnie.

Jest w Tobie część, która wciąż jest ciekawa świata.
Która chce próbować.
Która czuje ekscytację, kiedy pojawia się coś nowego.

I jest też część, która już wie.

Która ma doświadczenie.
Która pamięta.
Która potrzebuje spokoju, zatrzymania, głębi.

To nie są przeciwieństwa, które się wykluczają.

To są jakości, które mogą się uzupełniać.

Twoja młodość daje Ci ruch.
Twoja „wewnętrzna starość” daje Ci mądrość.

Razem tworzą równowagę.


Życie i śmierć – obecne w każdej chwili

Podobnie jest z życiem i śmiercią.

Choć często chcemy odsunąć tę drugą jak najdalej.

Nie myśleć.
Nie czuć.
Nie dotykać tego tematu.

A jednak… śmierć jest częścią życia.

Nie tylko w tym ostatecznym sensie.

Ale w małych codziennych momentach.

Kiedy kończy się relacja.
Kiedy zamykasz jakiś etap.
Kiedy coś, co było ważne, przestaje istnieć w tej samej formie.

To są małe „końce”.

I jednocześnie… początki.

Bo każda przestrzeń, która się zamyka, robi miejsce na coś nowego.


Dlaczego tak trudno to przyjąć?

Bo koniec boli.

Bo strata jest trudna.
Bo niepewność budzi lęk.

Naturalnie chcemy zatrzymać to, co dobre.
Zachować to, co znane.
Nie tracić.

Ale życie jest w ruchu.

I kiedy próbujemy zatrzymać tylko jedną jego część…
zaczynamy walczyć z jego naturą.


Co się zmienia, kiedy zaczynamy to widzieć?

Kiedy pozwalasz sobie zobaczyć, że wszystko współistnieje…

pojawia się więcej spokoju.

Zaczynasz rozumieć, że:

to normalne, że coś się kończy
to naturalne, że coś się zmienia
to nieuniknione, że coś odchodzi

I jednocześnie…

zaczynasz bardziej doceniać to, co jest teraz.

Bo wiesz, że to też jest chwilowe.

Nie w sensie smutku.

W sensie obecności.

Uważności.

Bycia tu naprawdę.


Delikatna zgoda na cykl

Może nie chodzi o to, żeby w pełni to zaakceptować od razu.

Może to za duże.

Ale może możesz zrobić mały krok.

Zauważyć, że w Twoim życiu też coś się teraz zaczyna…
i coś się kończy.

Zamiast się przed tym bronić – spróbować to zobaczyć.

Z ciekawością.

Z łagodnością.

Bez oceniania.


Na koniec

Młodość i starość.
Życie i śmierć.

Nie są przeciwieństwami, które trzeba rozdzielić.

Są częścią tej samej całości.

Tak jak wdech i wydech.
Tak jak dzień i noc.

Jedno nie istnieje bez drugiego.

I może właśnie w tym jest coś bardzo kojącego…

że nie musisz wybierać.

Możesz po prostu być.

W tym, co jest.
Tu i teraz. 🤍

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry