Tak łatwo rezygnujemy z siebie i swoich marzeń

Pamiętasz, o czym marzyłaś, kiedy byłaś dzieckiem?

Może chciałaś podróżować. Pisać książki. Pomagać ludziom. Otworzyć własną firmę. Tworzyć. Śpiewać. Malować. Żyć inaczej niż wszyscy.

W dzieciństwie marzenia przychodziły naturalnie. Nie zastanawialiśmy się, czy są rozsądne, opłacalne albo czy ktoś je zaakceptuje. Po prostu były częścią nas.

A potem dorastaliśmy.

I krok po kroku zaczęliśmy odkładać siebie na później.

Najpierw na czas szkoły.

Potem na czas studiów.

Później do momentu, kiedy znajdziemy odpowiednią pracę, założymy rodzinę, spłacimy kredyt, wychowamy dzieci, będziemy mieć więcej czasu, więcej pieniędzy, więcej odwagi.

I nagle okazuje się, że minęły lata.

A nasze marzenia nadal cierpliwie czekają.


Nie rezygnujemy od razu

To nie dzieje się jednego dnia.

Nikt nie budzi się rano z myślą:

„Od dziś przestaję być sobą.”

To proces.

Powolny. Cichy. Niezauważalny.

Najpierw rezygnujemy z jednego pomysłu.

Potem z jednej potrzeby.

Potem z jednego marzenia.

Aż w końcu zaczynamy żyć życiem, które wygląda dobrze z zewnątrz, ale coraz mniej przypomina to, czego naprawdę pragniemy.


Uczymy się dostosowywać

Od najmłodszych lat słyszymy:

„Bądź grzeczna.”
„Nie wychylaj się.”
„Nie ryzykuj.”
„Znajdź pewną pracę.”
„Nie bujaj w obłokach.”

Oczywiście większość tych słów wynika z troski.

Ale z czasem zaczynamy wierzyć, że bezpieczeństwo jest ważniejsze od spełnienia.

Że marzenia są dla wybranych.

Że najpierw trzeba zadowolić wszystkich wokół, a dopiero później pomyśleć o sobie.

Problem w tym, że to „później” bardzo często nie nadchodzi.


Kobiety szczególnie często odkładają siebie na bok

Jako mama i trener mentalny obserwuję to niemal każdego dnia.

Kobiety potrafią być niezwykle troskliwe wobec innych.

Dbają o dzieci.

Partnerów.

Rodziców.

Pracę.

Dom.

Pamiętają o wszystkich.

Poza sobą.

Z czasem zaczynają mówić:

„Nie mam czasu.”
„Może kiedyś.”
„Teraz są ważniejsze sprawy.”

I choć brzmi to rozsądnie, po latach pojawia się coś trudnego.

Pustka.

Poczucie niespełnienia.

Żal.

Nie dlatego, że troszczyły się o innych.

Ale dlatego, że całkowicie zapomniały zatroszczyć się o siebie.


Największym złodziejem marzeń jest strach

Nie brak talentu.

Nie brak możliwości.

Nie wiek.

Strach.

Strach przed porażką.

Przed oceną.

Przed odrzuceniem.

Przed tym, że ktoś powie:

„Kim Ty jesteś, żeby próbować?”

I często nawet nie zauważamy, że nie przegrywamy z rzeczywistością.

Przegrywamy z własnymi myślami.

Bo zanim wykonamy pierwszy krok, już tworzymy w głowie scenariusz niepowodzenia.


A co, jeśli się nie uda?

To pytanie zatrzymało więcej marzeń niż jakakolwiek przeszkoda.

Ale warto zadać sobie inne:

A co, jeśli się uda?

Co, jeśli ten kurs odmieni Twoje życie?

Co, jeśli ten pomysł okaże się początkiem czegoś pięknego?

Co, jeśli jesteś bliżej swoich możliwości, niż Ci się wydaje?

Nie mamy gwarancji sukcesu.

Ale nie mamy też gwarancji porażki.


Rezygnując z marzeń, rezygnujemy z części siebie

Marzenia nie są fanaberią.

Nie są zachcianką.

Bardzo często są wskazówką.

Pokazują, co jest dla nas ważne.

Co nas porusza.

Co sprawia, że czujemy życie.

Dlatego kiedy przez lata ignorujemy swoje pragnienia, zaczynamy tracić kontakt ze sobą.

Funkcjonujemy.

Działamy.

Realizujemy obowiązki.

Ale coraz rzadziej czujemy radość.


Nigdy nie będzie idealnego momentu

Wiele osób czeka.

Na więcej czasu.

Więcej pieniędzy.

Lepszy moment.

Większą pewność siebie.

Tylko że życie rzadko układa się idealnie.

A odwaga nie pojawia się przed działaniem.

Ona pojawia się w trakcie.

Pierwszy krok zwykle wykonujemy nie wtedy, gdy jesteśmy gotowi.

Tylko wtedy, gdy uznajemy, że nasze marzenie jest ważniejsze niż strach.


Wróć do siebie

Być może nie zrealizujesz wszystkich marzeń.

Być może niektóre zmieniły się razem z Tobą.

Ale warto zadać sobie pytanie:

Czego naprawdę pragnę?

Nie czego oczekują inni.

Nie co wypada.

Nie co jest najbezpieczniejsze.

Tylko czego pragnie Twoje serce.

Może odpowiedź pojawi się od razu.

A może będziesz musiała jej poszukać.

Jedno jest pewne.

Nigdy nie jest za późno, żeby wrócić do siebie.


Na zakończenie

Życie potrafi nauczyć nas odpowiedzialności, troski o innych i realizowania obowiązków.

Ale nie powinno uczyć nas rezygnacji z samych siebie.

Bo kiedy przez lata odkładamy swoje potrzeby, marzenia i pragnienia na później, płacimy za to wysoką cenę.

Cenę niespełnienia.

Dlatego dziś chcę Cię zaprosić do refleksji.

Jakie marzenie odłożyłaś na półkę?

Co od dawna czeka na „lepszy moment”?

I czy przypadkiem ten moment nie jest bliżej, niż Ci się wydaje?

Bo świat nie potrzebuje bardziej idealnej wersji Ciebie.

Potrzebuje prawdziwej Ciebie.

Tej, która odważy się przypomnieć sobie swoje marzenia.

I zrobić pierwszy krok w ich stronę.

🤍

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry